Spaghetti gotowane w pomidorach

Dziś przepis trochę nietypowy bo oparty na pomyśle gotowania makarony nie w wodzie, jak to robimy zazwyczaj a w… pomidorach. Tak, dobrze czytacie. W przetartych, surowych pomidorach. Sos tworzy się niejako sam, w trakcie gotowania a ponieważ zatrzymuje w sobie całą skrobię z makaronu jest w rezultacie niesamowicie gładki i kremowy. 

Spróbujcie a nie pożałujecie 😋

Składniki (na 4 osoby 👧👧👧👧):

  • 350-400 g Spaghetti (u mnie, jak zawsze DeCecco – makaron tłoczony przez trafile z brązu ma jednak zupełnie inną jakość)
  • 2 ząbki czosnku
  • 650g dojrzałych pomidorów
  • oliwa
  • sól i pieprz do smaku
  • opcjonalnie: bazylia i Parmezan do 

Wykonanie:

  • pomidory w całości zblendować a następnie przetrzeć przez sito;
  • czosnek obrać, przekroić na pół i usunąć ze środka kiełki;
  • Spaghetti wrzucić do wrzącej, osolonej wody i gotować 4-5 minut. Odcedzić;
  • na głębokiej, dużej patelni , rozgrzać solidny chlust oliwy, wrzucić czosnek i podsmażać aż zacznie się złocić;
  • wlać przetarte pomidory (Ostrożnie! Może pryskać!) i dusić na całość na średnim ogniu 8-10 minut. Na koniec usunąć usunąć czosnek (nie będzie już potrzebny);
  • dodać Spaghetti i gotować, często mieszając aż dojdzie al dente. W razie potrzeby, w trakcie gotowania dodawać po trochu wody;
  • doprawić solą i pieprzem i serwować natychmiast posypane Parmezanem i posiekaną bazylią.

Smacznego! 😀

Letni makaron z surowymi warzywami (tagliolini estivi)

Tagliolini estivi

Podzielę się dziś z Wami kolejnym makaronowym przepisem, w sam raz na letnie upały. Szukając inspiracji na niedzielny obiad, znalazłem ten przepis na mojej ulubionej stronie The Pasta Project (www.the-pasta-project.com – bardzo polecam każdemu miłośnikowi pasty) i już po pobieżnej lekturze wiedziałem, że po prostu muszę go wypróbować 😘.

Świeża pasta, niczego (poza samym makaronem oczywiście) gotować nie musimy, mnóstwo warzyw – czy może być coś lepszego na gorący, letni dzień? 👍


Zatem, noże w dłoń i zabieramy się do roboty.

Składniki (na 4 osoby 👱👱👱👱):

  • 300g świeżego makaronu, długiego i niezbyt grubego typu (ja zrobiłem tagliolini ale może być też spaghetti lub, np. linguine)
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 1 duża czerwona papryka (lub dwie małe)
  • 1 cukinia
  • 2-3 młode marchewki (zależy od wielkości)
  • 15szt. pomidorków koktajlowych
  • spora garść liści bazylii
  • sok z połowy cytryny
  • 2 ząbki czosnku
  • Parmezan (najlepiej w płatkach)
  • oliwa (najlepsza jaką mamy)
  • sól i pieprz do smaku
  • opcjonalnie: bulion wołowy (może być z kostki)

Wykonanie:

  • seler i marchew obrać, cukinię i paprykę umyć i usunąć niejadalne części. Wszystkie warzywa posiekać w drobną kostkę;
  • czosnek obrać i posiekać jak najdrobniej (odradzam praskę tym razem);
  • wszystkie powyższe składniki wymieszać w dużej misce (docelowo powinien się w niej jeszcze zmieścić ugotowany makaron). Doprawić solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Polać całość solidnie oliwą i dokładnie wymieszać;
  • miskę przykryć i pozwolić warzywom się marynować, w temperaturze pokojowej, przez godzinę lub dwie. Od czasu do czasu przemieszać;
  • ugotować makaron al dente, w dużej ilości dobrze osolonej wody lub, jeszcze lepiej w bulionie (spróbujcie tej opcji, naprawdę warto);
  • odcedzić, wymieszać z warzywami, w razie potrzeby doprawić solą i pieprzem.
Podawać natychmiast, posypany płatkami parmezanu i młotkowanym pieprzem. Można także dodatkowo skropić na talerzu oliwą.

Smacznego! 😀

Pasta di Positano - makaron (prawie) bez gotowania

Pasta di Positano
Pasta di Positano

Gorąco dzisiaj, prawda? A jak gorąco to i gotować się nie chce? 😉 No to mam dla Was przepis, na doskonały makaron, który gotowania nie wymaga. No, prawie - sam makaron jednak ugotować trzeba. Ale całej reszty już nie. Za to w rezultacie otrzymujemy szybkie w wykonaniu, lekkie i pyszne danie, w sam raz na upały. Polecam mocno!


Składniki [na 4 osoby 👱👱👱👱]:

  • 400g długiego makaronu (vermicelli, spaghetti lub linguine)
  • 500g pomidorków koktajlowych
  • połówka cebuli (lub szalotka)
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łodygi selera naciowego
  • pęczek pietruszki
  • garść liści bazylii
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • oliwa (najlepsza jaką mamy)
  • sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

  • selera cebulę i 1 ząbek czosnku obrać i jak najdrobniej posiekać (jeśli ktoś posiada, można użyć mezzaluny albo rozdrabniacza do warzyw);
  • posiekać pietruszkę i bazylię;
  • przygotować miskę wielkości takiej by zmieściły się wszystkie składniki oraz makaron i wysmarować ją od wewnątrz przekrojonym, drugim ząbkiem czosnku;
  • do miski wrzucić posiekane warzywa i zioła (odłożyć trochę pietruszki do przybrania na koniec na talerzach), dodać oregano i 4-5 łyżek oliwy, doprawić solą i pieprzem i dobrze wymieszać;
  • przykryć i odstawić w temperaturze pokojowej na godzinę lub dwie;
  • ugotować makaron al dente, w dobrze osolonej wodzie;
  • ugotowany makaron odcedzić, przerzucić do miski z warzywami i wszystko dobrze wymieszać. W razie potrzeby dodać trochę oliwy;
  • podawać natychmiast, posypany siekaną pietruszką.

Smacznego! 😀

Stir fry z makaronem ryżowym i kangurem.



Nie samą włoską pastą żyje człowiek. Czasem warto się wybrać do Azji. Albo na Antypody. Albo w oba te kierunki jednocześnie. Że się tak jednocześnie nie da? No, ja Wam jednak udowodnię, że się da, jak najbardziej. W każdym razie kulinarnie 😎.

Tematem dzisiejszego ćwiczenia będzie zatem jak najbardziej azjatycki makaron ryżowy, z jak najbardziej australijskim kangurem. Bo, wiecie, kangur dobry jest 😋. Nie dość, że smaczny to jeszcze zdrowy. I wyliczmy tu niektóre z jego zalet:

  • niska zawartość tłuszczu - nie więcej niż 2%!
  • zawiera tłuszcze Omega 3;
  • jest źródłem witamin z grupy "B";
  • bogate w minerały, takie jak żelazo czy cynk;
  • a do tego wszystkiego, NIE jest mięsem hodowlanym więc nie trzeba się martwić o obecność antybiotyków czy innych chemicznych dodatków, którymi faszeruje się zwierzaki na fermach.

I jak tu go nie lubić? 😜

To co, gotujemy?

Składniki [na 4 osoby 👦👦👦👦]:

  • 400g fileta lub steka z kangura
  • 100g makaronu ryżowego (szerokie wstążki)
  • 2-3 szalotki
  • 2 główki Bok Choy
  • 100g świeżych grzybów shiitake (można zastąpić dowolnymi innymi, nawet pieczarkami)
  • 2-3cm kawałek imbiru
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 papryczka chilli
  • 2 łyżki sosu ostrygowego
  • 2 łyżki jasnego sosu sojowego
  • 2 łyżeczki cukru trzcinowego
  • 1 łyżeczka skrobi kukurydzianej (można zastąpić mąką kartoflaną)
  • pieprz 
  • olej do smażenia w wysokiej temperaturze (np. ryżowy)
  • limonka

Wykonanie:

  • mięso kroimy w cienkie paski, dodajemy skrobię, łyżeczkę oleju i 1 łyżkę sosu sojowego, mieszamy dokładnie i odstawiamy na 15 minut;
  • szalotki obieramy i drobno kroimy; 
  • imbir i czosnek obieramy i bardzo drobno siekamy;
  • chilli rozcinamy, usuwamy ogonek i pestki, drobno kroimy; 
  • grzyby, jeśli trzeba oczyszczamy i kroimy w paski;
  • z bok choy odcinamy nasadę a resztę kroimy w poprzek na 4-5 części;
  • mieszamy razem sos ostrygowy, 1 łyżkę sosu sojowego i cukier - będzie to nasz sos, którym połączymy wszystkie składniki potrawy;
  • limonkę kroimy w ćwiartki lub ósemki;
  • makaron ryżowy zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na 5 minut;
  • w woku lub na głębokiej patelni rozgrzewamy solidny chlust oleju - mocno, aż prawie zacznie dymić. Dodajemy mięso i smażymy, ostro mieszając ok. 2 minut. Usmażone mięso przekładamy do miski i odstawiamy na bok;
  • do woka wrzucamy szalotki i podsmażamy, mieszając aż zaczną się rumienić;
  • dodajemy czosnek, imbir i chilli, smażymy ok 30 sekund;
  • dodajemy bok choy i grzyby, smażymy kolejne 30 sekund - oczywiście wciąż mieszając;
  • makaron odcedzamy i wrzucamy do woka. Dodajemy sos i wszystko mieszamy na ogniu.
  • wrzucamy z powrotem mięso, mieszamy raz jeszcze, chwilę podgrzewamy i serwujemy natychmiast dodając kawałki limonki.

Smacznego! 😀

Makaron Trofie z cukinią, boczkiem i szafranem.

Makaron Trofie z cukinią, boczkiem i szafranem.

Na wypadek gdyby ktoś się jeszcze nie zorientował, jestem wielkim fanem trofie. Kocham ten typ makaronu, zarówno robić jak i jeść, miłością wielką i głęboką. Bo, tak po prawdzie, jak można go nie kochać? 😋 Składniki najprostsze z możliwych - tylko woda i semola rimacinata (no, można jeszcze dać szczyptę soli). Żadnych narzędzi nie potrzeba - tak po prawdzie to wystarczy jedna ręka. A dostajemy na talerz prześliczne, smakowite "świderki" idealnie łączące się z każdym sosem z jakim przyjdzie nam ochota je podać.

A dziś będzie lekko i szafranowo. Spróbujcie tego przepisu a na pewno nie pożałujecie.

Składniki:

1. Trofie

  • 250g mąki semola rimacinata czyli drobno mielonej mąki z twardej pszenicy
  • około 125g ciepłej wody (ciasto na trofie powinno być nieco wilgotniejsze, żeby dawało się prawidłowo formować)
  • szczypta soli

2. Sos

  • 1 cukinia - średnia
  • 2 szalotki lub 1, niewielka cebula
  • 100g wędzonego boczku (niezbyt tłustego)
  • spora szczypta szafranu
  • 100g śmietany 18% (można zastąpić wegańskim substytutem albo, jeśli naprawdę chcemy pilnować kalorii, użyć wody w której gotowaliśmy makaron)
  • oliwa (jak zawsze - najlepsza jaką mamy do dyspozycji)
  • tarty ser Grana Padano do posypania
  • sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

1. Trofie 

  • Zagniatamy ciasto, wyrabiając 8-10 minut. Zawijamy w folię spożywczą i odkładamy na co najmniej pół godziny.
  • Technikę wykonania można podpatrzeć tutaj tutaj: LINK

2. Sos

  • cebulę siekamy drobno. Cukinię kroimy w kostkę. Boczek kroimy w niezbyt grube paski;
  • szafran wsypujemy do śmietany i całość dokładnie mieszamy;
  • na głębokiej patelni rozgrzewamy solidny chlust oliwy i podsmażamy cebulę aż zacznie się złocić;
  • wrzucamy cukinię i boczek 6-8 minut aż cukinia zacznie się delikatnie rumienić. Cukinia ma zmięknąć ale pozostać nadal jędrna;
  • na koniec dodajemy śmietanę z szafranem, całość mieszamy i jeszcze krótką chwilę podgrzewamy.

3. Wydanie

Trofie gotujemy al dente w dużej ilości mocno osolonej wody. Ugotowany makaron odcedzamy, wrzucamy na patelnię z sosem i podgrzewamy około minutę, mieszając;

Serwujemy natychmiast posypując na talerzach startym Grana Padano i młotkowanym pieprzem.

Smacznego! 😀

Linguine z cukinią, pomidorkami i cytrynowym jogurtem.

Naprawdę szybki i prosty przepis na makaron, który idealnie sprawdzi się tak wiosną jak i latem. Połączenie Parmezanu, jogurtu i skórki cytrynowej może się na pierwszy rzut oka wydawać nieco... zaskakujące jednak okazuje się niezwykle udane i nadaje całości niesamowity, orzeźwiający smak. W sam raz na nadchodzące, coraz cieplejsze dni. 👍

Składniki:

  • 300g makaronu (u mnie linguine domowej roboty)
  • 300g cukinii
  • 300g pomidorków koktajlowych
  • 200g jogurtu (najlepiej typu greckiego) - można, jeśli ktoś lubi dać nawet więcej
  • 40g startego Parmezanu
  • 1 łyżeczka startej skórki cytrynowej
  • 1-2 ząbki czosnku
  • oliwa
  • sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

  • cukinię opłukać, odciąć końcówki, pokroić w półplasterki ok. 2mm grubości;
  • pomidorki umyć i poprzekrawać wzdłuż;
  • czosnek obrać, przeciąć wzdłuż i usunąć ze środka kiełek, posiekać w cieniutkie plasterki;
  • jogurt, Parmezan i skórkę cytrynową wymieszać w misce i doprawić do smaku solą i pieprzem;
  • na dużej patelni rozgrzać oliwę, wrzucić cukinię i smażyć aż zmięknie zrobi się przejrzysta;
  • rozsunąć ją na boki, tak by odsłonić środek patelni i wrzucić czosnek. Smażyć 20-30 sekund aż zacznie się złocić (nie może zbrązowieć!). Wymieszać z cukinią;
  • dodać pomidorki i smażyć kolejne 2 minuty;
  • w międzyczasie ugotować wybrany makaron al dente. Zachować ok. pół szklanki wody z gotowania;
  • do cukinii z pomidorkami dodać przygotowany wcześniej jogurt z parmezanem i skórką cytrynową, całość wymieszać. Dodać odcedzony, gorący makaron i delikatnie wymieszać ponownie. W razie potrzeby dodać trochę zachowanej wody spod makaronu.
  • Serwować natychmiast. 

Smacznego!  😀

Phin, czyli kawa po wietnamsku.


 Nie samym makaronem żyje człowiek... Dziwnie, bardzo dziwnie się czuję pisząc to ale przecież jest to jak najbardziej prawda. 😋

A skoro mamy to już wyjaśnione, to spieszę się dziś z Wami podzielić moim tegorocznym, kawowym odkryciem: kawą po wietnamsku. 

Czegokolwiek byśmy  jako Polacy nie twierdzili o naszej kuchni i naszej kulinarnej wiedzy, prawda jest taka, że o kawie wciąż wiemy niewiele i znamy się na niej słabo. Nie oszukujmy się w tej materii. Może i mistrz Adam w "Panu Tadeuszu" pisał iż "takiej kawy, jak w Polszcze, nie ma w żadnym kraju" ale przypatrzywszy się kawowym realiom (i dokonawszy organoleptycznych testów) w PL można popaść w wątpliwości czy aby na pewno ów cytat należy interpretować jako komplement 😜 

Z drugiej jednak strony, świadomość własnej niewiedzy jest (przynajmniej dla mnie) świetnym motywatorem dla nauki i poszukiwania wiedzy. I takie właśnie poszukiwanie doprowadziło mnie do Wietnamu i tamtejszego podejścia do serwowania i picia kawy.

I tutaj dygresja mała - nie próbuję sugerować jakobym wielce znał się na kawie. Nie jestem też jej wysublimowanym smakoszem. Opiewane tu i ówdzie mityczne "nuty owocowe / orchidei / jaśminu / whatever" odnajdywane jakoby przez niektórych w "rzemieślniczych" kawach za miliony monet dla mnie są czystą abstrakcją. Hermetyczna terminologia, w rodzaju: "kawa o wysokim, gładkim body" takoż. 

Ja, zwyczajnie dzielę kawę, a raczej: kawy na takie które mi smakują i takie które nie. Tyle, że dzięki poszukiwaniom i pogłębianiu (wciąż, na czysto amatorskim poziomie) wiedzy zbiór tych, które mojemu podniebieniu odpowiadają wciąż się zmienia. I rośnie. I niejednokrotnie coś, co jeszcze parę lat temu uznałbym za doskonałą kawę teraz z trudem przechodzi mi przez gardło za to delektuję się takimi jej odmianami o których istnieniu jeszcze niedawno nie miałem pojęcia. 

I to nas na powrót sprowadza do Wietnamu... 😃 

Zacznijmy może od imponderabiliów - ilu z Was miało świadomość, że Wietnam jest drugim producentem kawy na świecie, po Brazylii? No właśnie 😏 Nie dziwi chyba zatem, że kawa jest tam niezwykle popularna (od XIX stulecia, pierwsze plantacje założyli Francuzi w 1888) a z racji tego, że 97% produkcji stanowi Robusta (Coffea Canephora) - o smaku wyraźnie bardziej gorzkim niż Arabika, wykształcił się też lokalny, specyficzny sposób jej parzenia i serwowania. 

Wietnamczycy mianowicie wymyślili sobie Phin. Prościutki w konstrukcji zaparzacz, który ktoś, kiedyś ładnie zdefiniował jako "dziecko French Pressa i Dripa". I coś w tym jest. Phin, jak już wspomniałem jest niezwykle prosty (i tani - mój kupiłem na Ali za ~5 zł) a jednocześnie pozwala na przygotowanie bardzo, ale to bardzo dobrej kawy.

A ponieważ zaparzona za pomocą Phina Robusta jest mocno gorzka, co nie każdemu musi odpowiadać, Wietnamczycy serwują ją ze... skondensowanym, słodkim mlekiem. Ktoś jeszcze w czasach szkoły podstawowej (czy tylko ja jestem taki stary?) kupował w szkolnym sklepiku skondensowane mleko w tubce i wysysał je na przerwach między lekcjami? No właśnie 😊

Jak zatem przygotowujemy kawę po wietnamsku? 

  1. odmierzamy, w zależności od preferencji 16-20g kawy. Najlepiej wietnamskiej Robusty. Przeciętnie przyjmuje się stosunek wagowy do wody jako 1:12;
  2. mielimy niezbyt drobno przy czym ustalenie odpowiedniej gradacji, jakiej będziemy potrzebować to już sztuka sama w sobie. Wszystko zależy od konkretnego zaparzacza i gatunku kawy. Metodą prób i błędów musimy grubość przemiału dobrać tak by filiżanka kawy zaparzała się w ciągu +/- 5 minut. Rzecz jasna, ma to znaczenie jedynie jeśli dysponujemy w miarę przyzwoitym młynkiem do kawy, pozwalającym na regulację przemiału i gwarantującym jego powtarzalność. Ale to już temat na oddzielny wpis, który może kiedyś popełnię 😏  
  3. zmieloną kawę wsypujemy do Phina i lekko dociskamy wewnętrznym sitkiem;
  4. na dno filiżanki wlewamy skondensowane mleko (na początek sugeruję ok. 20ml);
  5. Phin z kawą stawiamy na filiżance i wlewamy do środka niewielką ilość (tyle tylko, by przykryć wewnętrzne sitko) ciepłej wody. Pozwalamy kawie nasiąknąć i "zakwitnąć" przez ok. 1 minutę;
  6. napełniamy Phin gorącą ale nie wrzącą wodą i przykrywamy pokrywką. Przez 4-5 minut czekamy, kontemplując widok spadających powoli, smoliście czarnych kropli 😀
  7. po zaparzeniu mieszamy kawę z mlekiem i, jeśli mamy na to ochotę dorzucamy kilka kostek lodu. Gotowe!

Smacznego! 😀