Makaron a sprawa polska ;)



Tytuł, rzecz jasna jest żartem jednak warto może zastanowić się przez chwilę, jak to jest z tymi, domowymi makaronami u nas.

Na stronach różnych grup na FB, poświęconych gotowaniu co i raz pojawiają się wpisy prezentujące i zachwalające własnoręcznie wykonany makaron. I super, bo to wspaniała rzecz. Jest tylko jedno ale...

Praktycznie zawsze widzimy jeden i ten sam zestaw - makaron + rosół. No, może czasem ktoś jakieś łazanki wrzuci (choć nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałem). I nic więcej. Niestety.

Nie oszukujmy się, wiedza i umiejętności w temacie makaronów u nas są na niskim, bardzo niskim poziomie. Owszem, nasze, polskie rosołowe kluski są fajne, bo są nasze i rosołowe ale co mamy do zaproponowania poza tym? A pomyśleć, że tacy Włosi rozróżniają ponad 300 typów "pasty" (i ze dwa razy tyle różnych nazw tejże, no ale to są Włosi 😉 )... Może zatem czas na jakąś odmianę?

Ja zaproponuję dziś zatem cavatelli. Bardzo archaiczną (wnioskując po tym jak jest robiony) odmianę makaronu, do którego wykonania nie potrzeba ŻADNYCH narzędzi. Wystarczą ręce i kawałek wolnego blatu/stolnicy. Przy okazji, ten typ pasty jest we Włoszech oficjalnie uznawany za "produkt regionalny" (prodotto agroalimentare tradizionale - PAT) z regionu Molise.

Składniki - najprostsze z możliwych:

  • semola rimacinata (drobna, bo podwójnie mielona mąka z pszenicy durum)
  • ciepła woda
  • szczypta soli

Jeśli chodzi o ilości wody i mąki to trzymamy się zasady, że wagowo proporcje mąka/woda są w stosunku 2:1 (czyli np. na 100g mąki 50g wody).

Wykonanie - równie proste:

  • zarabiamy ciasto z mąki i wody (plus, szczypta soli), wyrabiamy energicznie ok. 10 minut po czym zawijamy w folię i odkładamy na 30 minut, żeby ciasto "odpoczęło" (a konkretnie, żeby powstało odpowiednio dużo glutenu).
  • po upływie 30 minut, dzielimy ciasto na mniejsze części, z każdej toczymy na blacie wałek o grubości mniej więcej ołówka.
  • każdy wałek tniemy na kawałki o długości odpowiadającej mniej więcej szerokości 2 palców.
  • każdy kawałek "przeciągamy" opuszkami 2 palców po blacie/stolnicy tworząc charakterystyczne zagłębienie (w tym miejscu warto zauważyć, że są też lokalne odmiany o większej długości, łącznie z "ośmiopalcową" która do wykonania wymaga użycia obu rąk).
  • Gotowy makaron podsuszamy 2-3 godziny przed ugotowaniem. Gotujemy al dente, w dużej ilości mocno osolonej wody (wymaga tego, jako że świeży makaron gotuje się krótko).
  • Serwujemy z odpowiadającym nam sosem (przykładowy przepis w moim poprzednim wpisie).

I to wszystko. Prawda, że proste? 😀 Przy okazji, zwróćcie uwagę na załączone zdjęcia. Zauważyliście może, że na stolnicy nie ma nawet śladu mąki? No właśnie, to jest to co odróżnia dobrze zrobiony makaron od tego... zrobionego mniej dobrze 😉 Nie trzeba podsypywać mąką bo nic się nie klei. Ciasto jest w dotyku jak ludzka skóra. Elastyczne, miękkie ale na tyle suche, że nie przywiera do niczego.

Smacznego! 😀

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza